List otwarty do Wydawnictwa Znak

To nie są czasy dla idealistek i idealistów. Mimo to wierzę, że nie dając przyzwolenia na niestaranność i bylejakość panoszącą się na rynku wydawniczym, możemy przynajmniej starać się z nią walczyć. List otwarty o poniższej treści wysłałam dziś na skrzynki mailowe Zarządu Społecznego Instytutu Wydawniczego Znak.

Łódź, 28 sierpnia 2018

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

List otwarty w sprawie książki “Widzi mi się” autorstwa Zadie Smith, która ukazała się nakładem Społecznego Instytutu Wydawniczego Znak

Pozwoliłam sobie napisać do Państwa ten list w związku ze wzburzeniem, jakie towarzyszyło mojej lekturze książki “Widzi mi się” autorstwa Zadie Smith, która ukazała się nakładem Państwa wydawnictwa (data premiery: 20.08.2018). Powodem mojej reakcji bynajmniej nie były treść i przesłanie autorki zbioru esejów, ale produkt, jaki za Państwa pośrednictwem otrzymuje polski odbiorca. Używam słowa “produkt”, ponieważ rażący brak staranności wydawniczej sprawia, że trudno mi nazwać książką przedmiot, który trzymam w ręku.

Na pierwszy rzut oka z zadania wydawcy wywiązali się Państwo wzorowo. “Widzi mi się” zostało wydane w poręcznym formacie, na dobrej jakości papierze; skład sprzyja lekturze, nie męcząc nadmiernie wzroku. Świetny jest tytuł książki – szczerze gratuluję takiego przekładu brytyjskiego “Feel free” – który oddaje charakter zbioru esejów Z. Smith. Docenić należy także objaśnienia kontekstowe dla polskiego odbiorcy umieszczone przez tłumaczy w  przypisach. Idąc dalej, zdążyli Państwo wydać książkę na przyjazd autorki do Polski (18.08.2018, Festiwal Literacki Sopot) oraz zapowiedzieć premierę przedrukiem eseju pt “Łazienka” w lipcowym numerze magazynu “Pismo”. Słowem, Państwa wydawnictwo zadbało o to, żeby polskie czytelniczki i polscy czytelnicy “Widzi mi się” kupili. Jak rozumiem, oficyna odniosła sprzedażowy sukces, skoro, zaledwie tydzień po premierze, książka znalazła się na liście bestsellerów na stronie wydawnictwa (1).

Niestety wyżej wymienione atuty nie są w stanie w najmniejszym nawet stopniu zrównoważyć tego, co dzieje się w książce na poziomie języka. Na pierwszej stronie wstępu pojawia się zdanie: “Moje podstawa dowodowa niemal zawsze jest intymna” [s. 9], co ma chyba wyrażać myśl autorki o subiektywności jej sądów. Ta pokraczna, pozbawiona sensu konstrukcja jest niczym innym jak kalką z oryginału: “My evidence – such as it is – is almost always intimate” (2). Na kolejnych stronach bynajmniej nie jest lepiej. Dziesiątki zdań z języka angielskiego przełożone zostały na łamaną polszczyznę. Pełen, liczący czterysta siedemdziesiąt trzy strony, tekst (3) zawiera kilkadziesiąt błędów językowych (leksykalnych, logicznych, składniowych, gramatycznych, ortograficznych, interpunkcyjnych). Zanim przytoczę wybrane błędy pojawiające się w wydanej przez Państwa książce, pragnę zaznaczyć, że na co dzień nie param się krytyką przekładu. Wynajdywanie błędów w czytanych, dodajmy, dla przyjemności, książkach, nie przynosi mi satysfakcji, ale raczej smutek. Podczas lektury zdecydowanie wolę snuć namysł nad tekstem, a nie nad nieudolnością tłumacza czy redakcji. Jednak, w sytuacji takiej jak ta, kiedy jako czytelniczka wciąż potykam się o kolejne błędy, czuję się w obowiązku wnieść sprzeciw.

Aby nie pozostać gołosłowną, poniżej przywołuję wybrane błędy:

  • leksykalne: “biblioteka w Willesden Green jest zarzynana” [s. 21], “Traci łatwość słowa, co wychodzi mu na dobre” [s. 330]; “czuję – mam nadzieję – że moja proza w pierwszym rzędzie koncentruje się na….” [s. 357], “potrafię wpaść w czarną dziurę, nieledwie samobójczy dół” [s. 380], “Wyobrażenie sobie tamtej rzeczywistości (…) nie przedstawia absolutnie żadnych trudności [ss. 390-391]; “Tam gdzie nie dostaje znawstwa, nie może być mowy o właściwej ocenie kompetencji” [s. 450].
  • składniowe: „Alex przytacza ulubiony przez Sonię cytat z Le Corbusiera” [s. 293], “Gdybyście spotkali Justina Biebera, to czy byłby wam w stanie powiedzieć?” [s. 403].
  • logiczne: „Po tąpnięciu, po apokalipsie, pośród ruin z kabli i przewodów, ktoś może zapytać: jaki był cel tych wszystkich obrazów, wewnątrz których i za pośrednictwem których żyliśmy? (Rzymianie w średniowieczu zastanawiali się nad wielkim starożytnym kamiennym łukiem stojącym na Via dei Fori Imperiali, lecz ponieważ zasadniczo nie byli zainteresowani jego zagadką, rozbierali go na materiał budowlany) [s. 226], „Oboje sceptycznie odnosili się wyjątkowości, którą tak wielu pisarzy uważa za należny sobie przywilej (który to stosunek wzmacniały statystyki sprzedażowe ich książek) [s. 297].
  • gramatyczne: problemy z deklinacją: “(…) by żaden jej ruch nie uszedł uwagi” [s. 157], “jej zainteresowanie nimi sięga początkami dzieciństwa na Jamajce” [s. [376], “Taki Smiley i jemu podobni na swój sposób rozumieli tę istotną różnicę. Tłumaczyłoby to ich zaabsorbowaniem tym, co czują inni” [s. 454], “podziękowania należą się Devorah Baum, jednej z pierwszych czytelników” [s. 459]; problemy z koniugacją: “stojąca za nimi wieża uchwytuje rzeczywistość” [s. 167], “ja byłam radością, czy też jednym z jej małych kawałków, obok setek innych tańczących ludzi, z których każdy też stanowili jej treść” [s. 454]; inne: “Same chwytają za ster, jakby chciałby powiedzieć (…). Najwyraźniej masz zielonego pojęcia, co robisz” [s. 323]; “zakasałam swoje spódnice” [s. 432].
  • ortograficzne: “nie znany nam osobnik” [s. 421], “nie przeczytane i nie napisane książki” [s. 446] – w całym zbiorze konsekwentnie pojawia się maniera pisania rozłącznego partykuły “nie” oraz przymiotników w sposób, który trudno jest mi uzasadnić np. kontekstem zdania; “udatne jej naśladownictwo” [s. 454].

Z uwagi na skalę literówek, braków lub podwojenia przyimków oraz uchybień interpunkcyjnych, pozwoliłam sobie nie wyszczególniać ich w powyższym zestawieniu. Gdybyście jednak byli Państwo zainteresowani kompletnym wykazem błędów, jakie pojawiają się w wydanej przez Państwa pozycji, jestem skłonna podjąć się ponownej lektury tekstu pod tym kątem.

Zastanawiam się, jak to się stało, że polska czytelniczka i polski czytelnik otrzymują wydaną w tej formie książkę. Moje zdumienie potęgowane jest przez fakt, że pozycja ukazała się nakładem Państwa wydawnictwa, a więc oficyny, która cieszy się świetną renomą i od lat wydaje pozycje czytelnicze przynależące do każdego z rodzajów i gatunków literackich czołowych polskich i zagranicznych autorów. Warto zauważyć, że nad książką “Widzi mi się” pracowało trzech tłumaczy: Justyn Hunia, Jerzy Kozłowski i Agnieszka Pokojska, co, w mojej opinii również negatywnie wpływa na finalną jakość przekładu. Mimo iż każdy z esejów został napisany jako odrębny tekst, zbiór stanowi pewną spójną całość, którą mnogość tłumaczy zaburza. Jak informujecie Państwo na początkowej stronie książki, eseje przełożone przez Agnieszkę Pokojską zostały wcześniej opublikowane na łamach prasy wydawanej przez spółkę Agora SA. Łatwo dostrzec pozytywną różnicę jakościową tłumaczenia i redakcji tychże tekstów na tle zbioru. Idąc dalej, efekt pracy tłumaczy podlegał – jakże wątpliwej – korekcie Barbary Gąsiorowskiej, a nad wszystkim opiekę redakcyjną sprawowała Dorota Gruszka. Nie jestem pewna, na czym polega opieka redakcyjna, ale na pewno nie na redakcji książki. W Wielkiej Brytanii zbiór “Feel free” ukazał się (w oryginalnej wersji językowej) 29 stycznia 2018 roku, Państwa wydawnictwo zdecydowało się na wydanie jej sześć miesięcy później, dokładnie na 18 sierpnia 2018. Wszystko po to, by zdążyć wydać książkę na przyjazd Zadie Smith do Polski na Festiwal Literacki Sopot. Czy się udało? Formalnie, tak, jednak “Widzi mi się”, książka przeznaczona dla polskich czytelniczek i czytelników w żadnym wypadku nie realizuje Państwa motta: “Książki z dobrej strony”. Jeśli natomiast, mimo wydania pozycji, o której w tym liście mowa, podtrzymujecie Państwo swoje drugie motto: “Dobrze nam się wydaje”, nie pozostaje mi nic innego, jak odpowiedzieć: “Źle mi, i przypuszczam, że nie tylko mi, się to czyta”. Zastanawia mnie fakt, czy i dlaczego zbagatelizowaliście Państwo błędy wykazane przez redakcję czy wewnętrznych recenzentów książki. Trudno mi uwierzyć w fakt, iż jestem pierwszą osobą, która zwróciła uwagę na tak rażące uchybienia. Czy wobec tego, sądziliście Państwo, że czytelnicy ich nie zauważą? Że książka obroni się samym nazwiskiem autorki? Że za chwilę wszyscy o niej zapomną, bo w Polsce wydaje się (za) dużo i książka żyje zaledwie kilka dni, w porywach do miesięcy, po czym odchodzi do lamusa (a na pewno do dyskontu)?

Przechodząc do sedna, dalsze funkcjonowanie na rynku książki “Widzi mi się” wydanej przez Państwa wydawnictwo, w dotychczasowej formie, uważam za skandaliczne i niedopuszczalne. Uchybienia, jakich dopuścił się pracujący nad wydaniem tej pozycji zespół utrudniają, a miejscami uniemożliwiają odbiór tekstu autorki. Jeśli “Feel free” jest literackim manifestem Zadie Smith, to “Widzi mi się” stanowi (anty)literacki manifest Wydawnictwa Znak, który nie liczy się z polskimi czytelniczkami i czytelnikami. Miast tego, stosuje politykę, by posłużyć się tytułem jednej z wydanych nakładem Państwa wydawnictwa książek, “jakoś to będzie”.

Liczę na to, iż, wystosowując wiadomość w takiej formie, doczekam się odpowiedzi z Państwa strony – czego nie udało mi się osiągnąć za pomocą postów na Facebooku i Instagramie.

Z poważaniem,
Paulina Frankiewicz
www.dodziela.com.pl

(1) Zob. https://www.znak.com.pl/bestsellery (stan na 28.08.2018).

(2) Smith, Zadie, Feel free, 2018, Penguin Press.

(3) Łudzę się, że czytelnik nie otrzymał właściwej wersji tekstu, bowiem według informacji o książce zamieszczonych na Państwa stronie internetowej, “Widzi mi się” liczy stron 400 (nie 473). Zob. https://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,117547,Widzi-mi-sie (stan na 28.08.2018).

Jeśli chcesz przeczytać odpowiedź, jaką uzyskałam od Wydawnictwa Znak, kliknij tutaj: http://dodziela.com.pl/2018/08/28/2096/ 

Paulina Frankiewicz