Prowadzenie księgarni kameralnej, czyli dlaczego jeszcze ostatni księgarz żyje

Przez „kameralna” rozumiem i zawsze będę rozumiała te wymierające w gruncie rzeczy, zwykle małe, księgarenki. Kojarzycie? Jeszcze kilkanaście lat temu każde miasto, miasteczko, ba! każda dzielnica w większych ośrodkach miały takie miejsca. Ciche, w fajnym punkcie miasta, do którego można było zajrzeć przy okazji spaceru, albo – co sama często praktykowałam – nadkładając drogi powrotnej do domu ze szkoły średniej. Zauważyliście, że gdzieś zniknęły? Te wszystkie przytulne, małe miejsca, od zawsze wpisane w miejskie życie i jego tętno. Czasami wystarczyło nie iść akurat na spacer w stronę rynku, aby po czasie, kiedy już tam zaszliśmy, okazało się, że zamiast księgarni jest kolejny oddział banku. Albo placówka pocztowa. Albo modna knajpka, jedna z dziesięciu jakie ostatnio wypływają z kolorowymi i hipsterskimi reklamami. Czy ograniczyliśmy swoje miasta tylko do centrów handlowych i okolic? To nie tak, ze rynek księgarski nagle zniknął, bo czytelnictwo w Polsce i w Europie ostatnio nie spada, a rośnie (wbrew temu, o czym informują nas media pod koniec każdego roku. Bzdura, proszę państwa!). Tak, czytamy coraz więcej i coraz chętniej. Gdyby tak nie było, to z roku na rok wydawnictwa nie zaliczałyby kolejnych rekordów w obrotach. Zanika kultura małych księgarń. Oczywiście główną rolę tutaj i głównym winowajcą jest cena. Nie ma co liczyć, że księgarz sprzeda nam nowość poniżej ceny okładkowej, czyli sugerowanej przez wydawnictwo. Promocje zdarzają się rzadko, a jeszcze rzadziej obejmują nowości. Kultura księgarń obejmuje jednak ciut więcej relacji niż prosta kupna – sprzedaży. Bo oto, wchodząc do takiego miejsca, mamy do dyspozycji człowieka, trochę dziwacznego, który bardzo, ale bardzo zna się na tym, co robi. Uważasz się za mola książkowego? Ten w księgarni bije cię na głowę; ma na to czas, ma pasję i pewnie robił to nie tylko odkąd zaczął pracę, robi to odkąd generalnie ogarnął język polski. A do tego ten literaturowy potwór ma nieograniczony dostęp do tytułów, hurtowni, wydawnictw. Brzmi kusząco, prawda? Więc: masz przed sobą człowieka, który wie, co w trawie piszczy. Zna większość gatunków, trendów, a ze sporą częścią poczytnych autorów jest na „ty”. Tego nie zaoferuje ci żadna sieciówka, ani kasjerka w markecie, do którego poszedłeś po tańszą książkę. Zdaj się na księgarza. Po trochu każdy z nas, który swoją przyszłość lokuje w kameralnej księgarni, musi być psychologiem, znawcą teorii literatury, albo po prostu człowiekiem, z którym łatwo złapie się kontakt. Rozmowy o literaturze nie zawsze są proste. Ani łatwe. Jeśli weźmiemy pod uwagę tę prostą zasadę, że kto czyta, żyje wiele razy, to oto nasza rozmowa może przeistoczyć się w coś wielkiego. Dlatego księgarnia kameralna zawsze zaoferuje więcej niż tylko cenę okładkową książki. Zaoferuje czas i pasję człowieka, który ci ją sprzedał. To też rodzaj usługi, nie chodzi tylko o towar. Za każdym razem, kiedy kupisz książkę, nadajesz sens tej pracy. Wiecie ile razy słyszałam, że przecież w Internecie można książki kupować taniej? A jak weźmie się od razu trzy, to koszta przesyłki maleją do zera. Zdecydowanie za dużo. Ale to nie tylko towar, powtarzam, to atmosfera i rozmowa. To człowiek z gigantycznym doświadczeniem. W końcu – kupując kawę na mieście w modnej knajpce, również przepłacasz, prawda? Kupiona przez Internet i zaparzona w domu wychodzi dziesięć razy taniej. Płacisz wówczas za czas baristy, jakość obsługi, a w końcu – możliwość przebywania w miejscu, do którego lubisz wpadać. Wpadajcie do księgarń. Póki jeszcze są. KM

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wyrażam zgodę na przetwarzanie przez JET PLUS ELŻBIETA TRYBUCHOWSKA, ul. Daszyńskiego 32, 95-070 Aleksandrów Łódzki, NIP 726-037-69-64, moich danych osobowych w celu dodania komentarza na stronie miedzyksiazkami.pl.